Cóż to za paskudna głowa? Jedni uważają, że pasuje do papugi, tapira, barana, drudzy mówią, że ten pies ma łeb świni. Dla innych ta wyróżniająca bullterriera spośród innych psich ras głowa jest po prostu piękna. Przypomina nadmuchany balonik, jajko, bez śladu wklęśnięcia i bruzd.
Czy 150 lat temu wyglądała podobnie? Niektórzy piszą, że jej kształt popsuto w latach 20 naszego stulecia, chcąc uzyskać bardziej atrakcyjną, soczystą maść pręgowaną. Skrzyżowano wtedy bullterriera ze staffordshire buli terrierem. Ten zaś ma głowę o rozłożystym czole, z mocno zaznaczonym stopem. Faktem jest, że obecny idealny kształt głowy bullterriera, o łukowatym profilu (downface), zakończonym zdecydowanie opadającym nosem (roman finish) to praca hodowców ostatnich dziesięcioleci. Potocznie określa się te krzywizny jako "łamanie" na wysokości oczu i 2-5 cm przed końcem nosa.
Wprawdzie za pierwszego psa o takim profilu uważa się urodzonego w Anglii w 1917 r. słynnego reproduktora Lorda Gladiatora, hodowli W.T. Tuck'a, ale na kontynencie podobnego typu bullterriery pojawiły się znacznie później. Właściwym przełomem było importowanie do Niemiec w 1962 r. suki Kearby's Amazon, która silnie przekazywała tę cechę swojemu potomstwu.
Ten nowy typ głowy "anglików" wcale nie został przyjęty bez oporów przez starych hodowców rasy. Wielkim jego przeciwnikiem był Austriak, dr Emil Hauck, sędzia, autorytet w dziedzinie kynologii europejskiej. Dr Hauck hodował bullterriery od 1905 r. i szczycił się, że jest twórcą typu kontynentalnego, a brytyjskie importy "przywlekły", jak pisał, same wady. Słynna była jego wieloletnia polemika z prezesem brytyjskiego klubu bullterriera Raymondem Oppenheimerem (Ormandy). Te "baranie, napompowane głowy nie pasowały do szlachetnej sylwetki bullterriera kontynentalnego" pisał dr Hauck, ale nie był w stanie powstrzymać ekspansji nowego typu. Jako 90 letni starzec kupił w Anglii, w roku 1969, Hollyfir Fen Poacher, reproduktora o wyjątkowo kolistej "downface". I tak dawny, kontynentalny typ głowy stracił swego najzacieklejszego obrońcę. Czy można przypuszczać, że brytyjscy hodowcy chcąc szybko uzyskać łukowaty profil głowy pokrzyżowali bullterriera z collie, borzojem? Jedni uważają, że to prawdopodobne, inni znowu wykluczają taką możliwość. Skąd się np. bierze barani profil u airedale terriera? Hodując psy o podobnej formie głowy, cechę te jeszcze bardziej się utrwala. Może tak było 50 lat temu, gdy zaczęto lansować tę nową formę czaszki bullterriera?
W każdym razie dziś już posiadając nawet najbardziej poprawny anatomicznie egzemplarz bullterriera o tzw. dogowatej głowie, nie możemy liczyć na sukcesy wystawowe. Odzywały się jeszcze głosy obrońców starego, wyważonego typu. Tom Homer, zmarły w 1993 roku sędzia, hodowca i autor książek o rasie pisał: "Pies nie chodzi na głowie. Głowa to jest tylko część zwierzęcia". Tymczasem w punktowej, całościowej ocenie bullterriera, na 100 punktów aż 40 dotyczy głowy.
Dzisiejszy sędzia, chcąc ustalić kolejność w ringu, w pierwszym rzędzie bacznie przygląda się głowie. Czy jednak wielki Tom Homer nie miał trochę racji? Ileż to psów o brzydkiej buldogowatej budowie ma piękne głowy? Więcej, te wspaniałe głowy trafiają się najczęściej u takich egzemplarzy.
Jak dziś, według najnowszej wersji standardu FCI 11 f 24.VI.1987r. ma wyglądać głowa bullterriera? Powinna być: długa, mocna, masywna, ale nie ciężka. Widziana z przodu jest owalna, pełna, bez zagłębień czy wklęsłości. Górna część czaszki, od ucha jest prawie pełna. Profil łukowaty od wierzchołka czaszki po truflę nosową, która jest czarna i wygięta do dołu. Nozdrza są wyraźnie otwarte, żuchwa mocna i szeroka.
Oczy wąskie, głęboko osadzone, skośne w formie trójkąta. Czarne, albo tak ciemnobrązowe, jak to tylko możliwe. Spojrzenie pełne ognia. Odległość oczu od końca nosa większa, aniżeli od końca pokrywy czaszki. Niebieskie lub częściowo niebieskie oczy są uznawane za wadę. Uszy małe, cienkie, blisko siebie osadzone, stojące. Pies powinien je trzymać pionowo wyprostowane. Głowa bullterriera, rasy stworzonej do walki psów, jest jakby maszyną do kąsania. Nawet jej kształt można porównać z głowami takich drapieżników, jak lwa, pumy czy pantery. Na całej długości jest głęboka, żuchwa wyjątkowo mocna, a jej zakończenie szerokie, tak, aby pomieściły się silne siekacze i odpowiednio ustawione kły. Zakończenie pyska jest tępe, spiczastość jest niepożądana. Chwyt psa walczącego musi być mocny. Śliska, gruba skóra ciasno opina głowę, nie doszukamy się pofałdowań, luźnych fafli czy w końcu obwisłej skóry podgardla. Chodziło o to, by taką skórę trudno było przeciwnikowi rozerwać, by zęby nie miały o co zaczepić.
Małe, "zbójeckie" oczy bullterriera pasują do całości. Nie bez powodu hodowcy psa walczącego ściśle selekcjonowali osobniki o głęboko osadzonych, jak najmniejszych, wąskich, niby szparki, oczach. Oko tego typu było trudne do uszkodzenia podczas walki. Rozstawione szeroko, a także wysoko na bokach głowy, którą pies niby taranem potrafił powalić przeciwnika.
Chwyt za ucho jest wyjątkowo bolesny, więc dawni hodowcy brytyjscy przycinali je krótko. Na życzenie Księcia Walii, późniejszego króla Edwarda VII, w roku 1895 uchwałą Parlamentu zakazano tych praktyk, uważając, że przynoszą one cierpienie zwierzęciu. Wcześniej już, w roku 1835 zakazano organizowania walk psów. Teraz, po z górą stu latach wracają krwawe igrzyska, a nasi hodowcy, którzy sprzedali psy za wschodnią granicę, byliby zdumieni oglądając je podczas walk z krótko przy czaszce obciętymi uszami.
Miękkie, załamane, noszone koniuszkami na boki lub bardzo duże uszy psują wyraz głowy bullterriera i mogą być powodem obniżenia oceny wystawowej. W Stanach Zjednoczonych część hodowców kopiowała uszy bullterrierom jeszcze do 1956 roku.
Uzębienie: zdrowe, czyste, mocne, duże, równe, zgryz nożycowy. Wargi gładkie, ciasno przylegające.
Mało jest tematów, które wzbudzałyby tak gorące dyskusje i spory. Bullterrier o idealnie uformowanej głowie, a przy tym o kompletnym uzębieniu i nożycowym zgryzie, takim, który nie psuje się do starości, nie trafia się często. Nie można zapomnieć o przodku buldogu, rasie o kiepskich zębach.
Właśnie psy "w typie buldoga", mocne, grubokościste, o pięknej "downface" mają najczęściej gorsze zęby. Lżejszej konstrukcji bullterriery, przez fachowców określane jako "typ terriera" mają lepsze uzębienie, ale za to ich kość jest delikatniejsza, a głowy "dogowate", tzn. bez wypełnień, często wysmukłe. "Mój pies ma wszystkie zęby i idealny zgryz", chwali się posiadacz bullterriera, ale ten atut jeszcze nie wystarcza, by wygrywać wystawy.
Jeden z brytyjskich hodowców rasy pisał: "Jestem hodowcą nie dentystą". Faktem jest, że jeśli okazało się, że przeciętnej urody podrostek ma już wszystkie zęby i dobry zgryz, to wyprodukowany został egzemplarz eksportowy. Taką maksymę mieli hodowcy brytyjscy. Psy o gorszych zębach, ale za to o nadzwyczajnych "downface" i "wypełnieniach głowy" zostawały w kraju i przyczyniały się do rozwoju rasy. Można wymienić wiele wspaniałych, o fundamentalnym znaczeniu dla kształtowania typu nowoczesnego bullterriera psów, championów, których zęby były dalekie od ideału. Trudno dziś spotkać sędziego, który chce się doliczyć 42 zębów u bullterriera, choć o takich wymogach nie doczytamy się w standardzie, ale los championa wystawowego o rozchwianym zgryzie bywa różny. Dla jednego arbitra nie ma to znaczenia, większą uwagę przykłada do typu i budowy psa. Dla innego ta wada jest nie do wybaczenia.
Czy dzisiejsze bullterriery mają gorsze czy lepsze zgryzy niż ich przodkowie? Ostra selekcja niewiele daje, bo po parze osobników o idealnych zgryzach rodzą się szczenięta z wadliwym uzębieniem. Czy długoletnie eliminowanie z hodowli psów z niedużą nawet dysplazją stawu biodrowego pozwala dziś miłośnikom owczarka niemieckiego spać spokojnie? Po rodzicach absolutnie "czystych", od pokoleń prześwietlanych przodków rodzą się przecież mioty z dużą dysplazją. Natura ma swoje prawa.
Należy jednak różnicować sporadycznie trafiający się przodozgryz, gdy żuchwa jest dłuższa od szczęki, a kły są wadliwie uplasowane, od rozchwiania siekaczy. Paroletnim już bullterrierom zaczyna psuć się zgryz, a z wiekiem siekacze żuchwy są starte i odchylone do przodu. Do hodowli używa się psów z takimi wadami zgryzu, gdy rozsądny hodowca chce uzyskać pewne poszukiwane cechy, ale wtedy stara się nie kojarzyć pary o tej samej usterce, lub pochodzącej z linii, która ją niesie.
Za poważniejszą wadę od zgryzu cęgowego lub rozchwianych siekaczy uważa się tyłozgryz, gdy kły żuchwy wąsko rozstawione spotykają się z podniebieniem szczęki. To skrócenie żuchwy powoduje, że głowa sprawia wrażenie "papuziej" o szpiczastym zakończeniu, a chwyt jest osłabiony. Często hodowcy narzekają, że młode psy z wyraźnie krótszą żuchwą po paru latach potrafią mieć dolne siekacze wystające przed górne. Doprawdy, gdyby bullterriera hodować dla idealnych zębów, nie byłoby to zadanie łatwe.
Rozsądnie, od szczeniaka prowadzony bullterrier z siły swych zębów nie robi użytku, a dzisiejsi miłośnicy tej rasy cenią sobie chwile, gdy mocny, piękny łeb psiego gladiatora leży na ich kolanie, uszy są przymilnie skulone, a małe, "sprytne" oczka patrzą, czy wyciągnie się ręka, by go pogłaskać.